Visualizzazione post con etichetta blog kulinarny. Mostra tutti i post
Visualizzazione post con etichetta blog kulinarny. Mostra tutti i post

martedì 26 gennaio 2016

Pączki - proste i pyszne

Tym razem dzielę się z Wami przepisem na bardzo proste, ale za to pyszne pączki,typu krapfen. Ostatnio było zbyt ciemno by robić zdjęcia, a pączki znikneły szybciej niż się spodziewałam, tak więc postanowiłam zrobić drugie, ale według innego przepisu, nie trzeba ubijać jajek, oprócz zaczynu drożdżowego, który jak zawsze trzeba wymieszać i odstawić na 15 minut, całą resztę składników wrzucam do misy razem i wyrabiam, a  jeśli macie robota planetarnego, to już wogóle idzie jak z płatka, zaczyn i składniki wrzucacie do misy i on wyrabia za Was :) Składników oprócz drożdży też nie trzeba ważyć, używam szklanki, także idzie szybko :) Zatem do dzieła :)




Składniki na ok 8 szt:
2 szkl mąki luksusowwj lub tortowej
15 g drożdży świeżych
pół szklanki  mleka
4 łyżki cukru
1 całe jajko
4 łyżki masła
1 łyżka spirytusu
Pozostałe:
1 l olej do smażenia
cukier puder do posypania
lub czekolada podgrzana z odrobiną śmietanki/posypka
dżem na nadzienie lub nutella lub krem

Wykonanie:

1.W pierwszej kolejności zrobić rozczyn, tj. podgrzać lekko mleko do temperatury letniej, dodać do niego drożdże, łyżkę cukru i mąki, przykryć np. folią i odstawić na 15 minut do spienienia. Ja zazwyczaj mieszam wszystko w rondelku, w którym podgrzewałam mleko, dzięki czemu jest dużo miejsca na rośnięcie rozczynu i nie trzeba brudzić kolejnego naczynia.
2.Następnie resztę składników oprócz masła umieścić w misie do wyrabiania. Masło roztopić i zostawić do ostudzenia.
3.Spienione drożdże dodać do misy ze składnikami i wyrabiać, aż ciasto zrobi się elastyczne, miękkie i gładkie. Do wyrobianego ciasta dodać spiritus(można ominąć jeśli nie macie, ja jak nie mam dodaje też wódkę lub rum, ogólnie jakiś alkohol wysokoprocentowy) i kontynuować wyrabianie, następnie dodawać stopniowo masło i wyrobić do wchłonięcia (razem schodzi ok. 15-20 minut).
Ps. Ciasto ma być lekko klejące, ale nie lejące, jeśli wlało się Wam kilka ml mleka więcej,  zwyczajnie podsypcie odrobiną mąki lub na odwrót, jeśli jest za zwarte dodajcie kilka ml mleka.
4.Wyrobione ciasto włożyć do dużej miski, przykryć folią i odstawić w ciepłe miejsce do podwojenia objętości ( około 1h).
5.Wyrośnięte ciasto wyłożyć na stolnicę posypaną odrobiną mąki, ponownie szybko wyrobić, tylko do odpowietrzenia pęchęrzyków (ok.1-2min). Rozwałkować ciasto na wysokość 1-1,5cm. Powycinać krążki kubkiem, resztki ciasta ponownie zagnieść, rozwałkować i wyciąć krążki aż do wykończenia ciasta.
6. Z papieru do pieczenia powycinać kwadraty (ok. 8x8 cm),pomogą później wrzucać wyrośnięte pączki do oleju i pokryć nimi dużą blaszkę, na każdy kwadrat położyć krążek ciasta, całość przykryć ściereczką lub folią spożywczą i odstawić blaszkę w ciepłe miejsce na 30 minut.
7.Rozgrzać olej do temperatury 180 stopni na małym ogniu, ja używam najmniejszego palnika. Olej jest gotowy, gdy na jego wierzchu po włożeniu kawałka ciasta pojawiają się bąbelki powietrza, najlepiej zostawić sobie kawałeczek ciasta z resztek i sprawdzić przed smażeniem pączków, ciasto wrzucone na olej powinno pływać na jego wierzchu i zarumienić się wolno (ok. 1-2 minuty), jeśli  odrazu się zarumieni, oznacza to, że olej jest zbyt gorący, zdjąć go wtedy na chwilę z ognia.
8.Wrzucać pączki na gorący olej i smażyć po około 2minty, każdej ze stron. Praktycznie to wygląda tak,że bierzemy z blaszki kwadrat z papieru do pieczenia z wyrośniętym pączkiem i kładziemy go na olej trzymając za papier, gdy pączek już pływa w oleju ruchem do góry odsuwamy papier i wyrzucamy.
9.Pączki wykładać na ręcznik papierowy by odsączyć je z oleju. Po wystudzeniu nadziać dowolnie np. dżemem,nutellą i jeśli macie ochotę zrobić bardzo prostą polewę z czekolady, tj. roztopić czekoladę na wolnym ogniu, dodając odrobinę śmietanki aż do uzyskania gładkiej, lejącej konsystencji. Polewać pączki gorącą czekoladą i ozdobić dowolnie.





Smacznego!

mercoledì 12 agosto 2015

Lody tropikalne - fit przepis

Upały dają się wszystkim we znaki, apetyt na dania gotowane równy zeru, jedyny ratunek dla ogranizmu to lody! Nie wszystkie lody jednak można jeść bez ograniczeń, mleko, jajka, syropy, lista składników na etykiecie tradycyjnych lodów jest długa. Sama wiele razy brałam i odkładałam  wspaniale wyglądające i kuszące lody sklepowe nie mogąc się zdecydować czy słuchać rozumu czy podniebienia. Te w lodziarni choć jakością o niebo lepsze od sklepowych, to jednak jest w nich i śmietanka, i mleczko, i cukier, i jajeczka, taka mieszanka w większych ilościach to prawdziwa bomba dla organizmu, dlatego zostawiłam je sobie "na od święta", a tymczasem na co dzień miksuję i mrożę różne owocowo-wodne lody, sorbety i granity. Bardzo modne są ostatnio lody na bazie awokado czy banana, trochę mi się ich posmak znudził, szukałam więc smaku orzeźwiającego, przyjemnie eksplodującego w ustach, zaskakującego, dlatego postawiłam na ananasa. Zmiksowany ananas jest słodki, przyjemny, orzeźwiający, ale żeby podkręcić i przełamać jego słodkawą nutę dodałam szczyptę imbiru i chilli do smaku. Jeśli się obawiacie tego połączenia radzę odłożyć 1/4 szklaneczki zmiksowanego ananasa i doprawić najpierw imbirem i spróbować, a następnie dodać chilli i spróbować, dosłodzić ewentualnie miodem, jeśli  podpasuje Wam smak mrozicie, a jeśli nie, można zamrozić samego zmiksowanego ananasa np. wraz z sokiem z cytryny i miodem, będzie orzeźwiająco, ale bardziej tradycyjnie. Ja imbir i chilli lubię nie tylko za ich smak, ale i za właściwości, wspaniale podkręcają metabolizm, a jak wiadomo latem popełnia się dużo grzeszków, przyprawy pomagają się z nich oczyścić, wspierają nas od środka :) 



Składniki:
1 ananas 
chilli szczypta
świeżo starty imbir - szczypta
miód do smaku

Wykonanie:
Ananasa obrać, usunąć wszelkie twarde części, pokroić na mniejsze kawałki, wrzucić do naczynia, dodać imbir, szczypte chilli i zmiksować blenderem na aksamitny krem, spróbować i ewentualnie dosłodzić do smaku miodem. Włożyć naczynie do zamrażarki i raz na jakiś czas skrobać zamarzjącą powierzchnię widelcem i tak min. 2-3h; Jeśli lody zostaną na noc w zamrażalce i za bardzo stwardnieją, przed podaniem wyjąć je z zamrażarki i zostawić w lodówce na około 30 min.

Pysznego orzeźwienia!

martedì 4 agosto 2015

Napój ogórkowo-pietruszkowy

Upał niesamowity, apetytu brak, za to chęć na orzeźwiające napoje. Dziś prosty, zdrowy i orzeźwiający napój ogórkowo-pietruszkowy;



Składniki:
2-3 ogórki
pęczek pietruszki
1 litr zimnej wody
miód do smaku
sok z połówki cytryny
kostki lodu
Wykonanie:
Pół ogórka pokroić w plasterki, resztę w kostkę i razem z pietruszką zmiksować blenderem, gdyby ciężko się miksowało dolać odrobinę wody;
Zmiksowane ogórki z pietruszką zalać wodą,wymieszać i odstawić na 10 minut. Po tym czasie przefiltrować napój przez sito lub gazę, dodać sok z cytryny, miód do smaku i pokrojone wcześniej plasterki ogórka. Wymieszać i podawać z kostkami lodu.

Marzena

domenica 2 agosto 2015

Sorbet arbuzowy

Witam serdecznie moich starych i nowych czytelników. Po lipcowej przerwie wracam z letnim orzeźwieniem. Moi goście odjechali, w domu bałagan i pustka, do tego upał, więc postanowiłam zrobić coś kolorowego, orzeźwiającego i pocieszającego moje oczy. Chwila fotografowania pozwoliła mi na chwilę zapomnieć o tęsknocie. Zajrzałam do lodówki, był arbuz, zmiksowałam go z sokiem z cytryny, miodem i dodałam kilka listków tymianku, wstawiłam do zamrażarnika i po kilku godzinach arbuzowy sorbet gotowy :) Pychota! Polecam!


Składniki:
1 kg arbuza
sok z połówki cytryny ( lub więcej)
miód spadziowy do smaku
kilka listków świeżego tymianku

Wykonanie:
Arbuza zmiksować blenderem, dodać sok cytrynowy, miód do smaku i tymianek. Wymieszać i przelać do szerokiego naczynia, wstawić do zamrażalnika na min. 2h, raz na jakiś czas wyjmować i skrobać widelcem by rozbić kryształki lodu i by sorbet nabrał granitowej konsytencji. Następnie nakładać do szklanek lub pucharków i podawać.

Sorbet możecie też podać w lodowych pucharkach i zaskoczyć swoich gości. Przygotowanie ich wymaga trochę czasu, ale zadowolenie  bezcenne:)
Do przygotowania takiego pucharka potrzeba 2 w miarę identyczne kształtem naczynia nadające się do mrożenia, jedno mniejsze, drugie więsksze. Oczywiście im grubsze będą ściany Waszego pucharka, tym wolniej będzie się roztapiał w temperaturze pokojowej, dlatego moim zdaniem 1 cm różnicy średnic naczyń to minimum; 
Najpierw nalewa się trochę wody na dno większego naczynia i zamraża, następnie wkłada się mniejsze naczynie i dolewa po bokach zimnej wody, naczynie może pływać, wtedy należy je obciążyć, dla ozdoby można dodać kawałki owoców, kwiatów itp. i zamrażać przez  kilka godzin. Po tym czasie wystarczy nalać odrobinę ciepłej wody do małego naczynia, a duże zanurzyć na minutę również w ciepłej wody, następnie usunąć mniejsze naczynie i wyjąć pucharek lodowy; Jeśli nie używa się od razu, schować do zamrażalnika, można je również przygotować wcześniej i przechowywać w zamrażarce;


Fotografia - ciemna podkładka na stole, kawałek czarnego materiału z tyłu, kilka kawałków pokrojonego arbuza w kształcie serc i innych, kilka kostek lodu, które swoją drogą roztopiły się ekspresowo :) kieliszek do szampana i koktajli, roztapiający się również w upale sorbet ozdobiony tymiankiem :), słomka w tym samym kolorze, aparat Canon - ustawienia manualne - iso 100, f - 6,3, czas naświetlania 1/15 s, ekspozycja - miejsce zacienione (balkon, godzina 19);


Miłej niedzieli
Marzena

sabato 4 luglio 2015

Lasagna z pieczarkami, szynką i serem żółtym

Najlepsza biała lasagna jaką do tej pory jadłam. Pyszna, bardzo aromatyczna i pożywna. W sezonie grzybowym można zastąpić pieczarki grzybami leśnymi, wychodzi poezja!!!

Składniki na standardową keksówkę:
Na pastę ( można też użyć gotowych płatów do lasagni):
1 jajko
115 g mąki semolina
2 łyżki wody
1 łyżka oliwy
szczypta soli
Na beszamel:
2 pełne łyżki masła
1 czubata łyżka mąki lub 2 płaskie
ok.350-400 ml mleka (ja rozrabiam zazwyczaj pół na pół z wodą,gdyż nie lubię takiego ciężkiego beszamelu, ale w orginale powinno się używać tylko mleko);
szczypta soli
szczypta pieprzu
szczypta gałki muszkatałowej
Farsz:
500 g pieczarek
pęczek natki pietruszki
100 g ulubionego żółtego sera
masło do smażenia
3 ząbki czosnku
sól do smaku
pieprz do smaku
kilka plasterków szynki (użyłam wiejskiej)
parmezan do posypania wierzchu ( 1-2 łyżki)

Wykonanie:
1.Zaczynamy od pasty: jajko z wodą,oliwą, szczyptą soli roztrzepać w naczyniu, dodać do mąki, zagnieść gładkie ciasto, owinąć folią spożywczą i wstawić do lodówki;
2.Pieczarki oczyścić, umyć i pokroić w cienkie plasterki.
3.Czosnek i natkę pietruszki drobno posiekać.
4.Na patelni rozgrzać spory kawałek masła (ja daje około 1/4 kostki - grzyby lubią masło), lepiej nie zastępować olejem, gdyż zmieni się całkowicie smak, nie będzie taki aksamitny; dodać posiekany czosnek, lekko przyrumienić (dosłownie chwilę,żeby się nie spalił), dodać grzyby, natkę pietruszki, doprawić solą, pieprzem, przykryć pokrywką i dusić do zarumienienia, raz na jakiś czas mieszając ( około 20 min);
5.W tym czasie przygotować beszamel: masło roztopić w rondelku, dodać mąkę i smażyć chwilę, jak na zasmażkę,aż osiągnie kolor złoty i pojawią się pęcherzyki powietrza unoszące się do góry, dolewać stopniowo mleko, cały czas mieszając, żeby nie było grudek; Gotować na małym ogniu, cały czas mieszając, gdy zacznie się gotować, wyłączyć źródło ciepła, doprawić szczyptą soli,pieprzu i gałki;
6.Wyjąć pastę z lodówki i rozwałkować bardzo cieniutko (ok.1-2mm), wykroić plastry o długości i szerokości centymetr mniejsze niż keksówka, nie muszą być idealne, bo pasta w piekarniku i tak będzie się poszerzać i wypełni blaszkę samoistnie; Plastry lasagni obgotować 1 minutę w osolonym wrzątku, następnie zanurzyć w zimnej wodzie (zeby sie nie sklejały) i osuszyć na sicie;
7.Przygotować keksówkę (najlepiej wyłożyć papierem, będzie potem łatwiej wyjąć upieczoną lasagnie), ser zetrzeć na tartce o dużych oczkach, przygotować szynkę, beszamel, i pieczarki tak żeby wszystko było pod ręką.
8.Na dno keksówki wyłożyć 2 łyżki beszamelu, rozsmarować, następnie położyć płat lasagni, ponownie posmarować 2-3 łyżkami beszamelu, dodać 2-3 łyżki pieczarek, starając się je rozprowadzić równomiernie,położyć plasterek szynki, posypać serem żółtym i przykryć kolejnym płatem lasagni i tak aż do wykończenia składników; Mi z tej ilości pasty wyszło 5 płatów, więc trzeba tak rozdzielić składniki, żeby były w miarę równomiernie rozprowadzone; Do ostatniej warstwy ( wierzch) nie trzeba już sera żółtego, ani szynki, wystarczy beszamel, pieczarki i posypuje się parmezanem, gdyż lepiej się zapieka i tworzy chrupiącą skórkę;
9.Keksówkę z lasagnią wstawiamy do rozgrzanego piekarnika na 180 stopni i pieczemy do zarumienienia wierzchu ( ok. 45-60minut);
Smacznego!
Marzena

Ps. Jak widzicie na zdjęciach, nie ma ogromnej ilości białego beszamelu między warstwami lasagni, pasta wciągneła wodę podczas pieczenia, została tylko cieniutka warstwa nadająca "kremowości"(nie wiem, jak to nazwać), jak na moje oko taka lasagna jest lepsza, delikatniejsza i smaczniejsza oraz odrobinę odchudzona. Osobiście nie lubię budyniowej, konsystencji beszamelu wypływającej z pomiędzy płatów, lubię esencjalny smak farszu, a beszamel służy mi tylko do pieczenia pasty i utrzymania jej miękkości. Oczywiście w tej kwestni można się spierać i każdy będzie miał inne upodobania, ja tylko prezentuje moje :)







Foto by Canon: f 4,5, iso 100, czas 1/100 s, bilans bieli- słonecznie; Podczas robienia zdjęć te same trudności co wczoraj, ograniczony balkon z ekspozycją na południe, ostre światło godzin południowych, trudne do opanowania refleksy;




Pomidory faszerwane ryżem - prosto i aromatycznie

Jednym z letnich specjałów kuchni włoskiej są pomidory faszerowane ryżem, podawane z ziemniakami, pieczononymi w ich towarzystwie, można je spotkać prawie w każdej trattorii, tavola calda, a nawet w pizzerii. Na początku połączenie ryżu i ziemniaków wydawało mi się jakieś dziwne, przecież u nas albo ryż, albo ziemniaki, albo chleb, a nie wszystko razem, ale po spróbowaniu stwierdziłam, że te ziemniaczki, troszkę jakby uparowane od soku pomidorowego i pieczone z rozmarynem są mega!

Prosty i pyszny przepis, jedyny sekret tego dania to kilkugodzinne aromatyzowanie ryżu w pomidorach, bazyli, czosnku. Ja zazwyczaj przygotowuję ryż rano, wstawiam do lodówki, po powrocie do domu tylko napełniam pomidory, obieram ziemniaki i do pieca :)
Co do ilości ryżu, to zasada jest taka, że 2 łyżki ryżu na pomidora, jeśli jednak Wasze będą większe niż standardowe duże pomidory, to dodajcie odrobinę więcej, w końcu od przybytku głowa nie boli :)

Składniki:
4 duże pomidory
8 łyżek ryżu
kilka listków bazyli
1 ząbek czosnku
łyżeczka cukru
3/4 łyżeczki soli
2 łyżki oliwy z oliwek
szczypta pieprzu

kilka ziemniaków
gałązka rozmarynu
sól do smaku

Wykonanie:
Z pomidorów odciąć "kapelusze" i łyżką wyjąć całą polpę pomidorową. Polpę przetrzeć przez sito lub zmiksować blenderem, dodać listki bazyli, sól,cukier, pieprz, zgnieciony czosnek, oliwę oraz ryż, wszystko wymieszać i odstawić do lodówki na minimum 2h ( można nawet na kilka godzin); Puste pomidory z kapelusikami również odstawić w chłodne miejsce;
Ziemniaki obrać i pokroić na grube "frytki", dodać rozmaryn, doprawić solą, skropić oliwą i rozłożyć na blaszce pokrytej papierem do pieczenia;
Wyjąć miseczkę z pomidorowym ryżem, pozybyć się czosnku,  resztą napełnić pomidory*, przykryć kapelusikiem, postawić na blaszcze obok ziemniaków i piec 1 h w 200 stopniach.
*Pomidory wcześniej posypuję szczyptą soli w środku, przed nałożeniem farszu;
Przed podaniem chwilę odczekać, by delikatnie ostygły;
Smacznego!
Marzena

Zdjęcia tym razem bardzo ciężko mi się robiło, było samo południe, ostre światło, do tego skórka od pomidorów odbijała brzydko promienie słoneczne. Na żywo to był raj dla oczu, ale troche poprzestawiałam, popróbowałam i jestem w miarę zadowolona z ujęć. W takich warunkach, na balkonie, w temperaturze około 35 stopni, w samo południe, nie mogło być lepiej :)
Tak sobie poradził mój Canon :)





A tak Olympus E-M10 :)



Mam wrażenie,że Olympus poradził sobie lepiej z refleksami na skórce pomidorowej,
a Wy jak myślicie?








sabato 27 giugno 2015

Prosciutto e melone - klasyczna przystawka włoska

Sezon na melony i imprezy w pełni. Być może ktoś z Was będzie miał dziś gości, w oczekiwaniu aż rozpali się grill można poczęstować czymś prostym i szybkim do przygotowania.
Wystarczy zaopatrzyć się w melona i kilka plastrów szynki parmeńskiej, plus pomidorki, pietruszka, oliwki czy inne składniki do dekoracji. Ja chciałam zamiast pomidorków użyć nasion granatu do dekoracji, ale niestety granat w lecie jest nie do zdobycia, a nawet jeśli się znajdzie, leżał on w spiżarni od zimy więc nie wiem czy jest sens.

Klasyczne prosciutto e melone kroi się wzdłuż w półksiężyce i owija plastrem szynki, ja jednak szukałam innej formy. Tak oto przekroiłam melona nieklasycznie, wpoprzek, usunełam pestki i pokroiłam w cieniutkie plastry. Koło z melona zawinełam jak różyczki, do środka dałam również poskładaną w harmonijkę szynkę. Z chleba wyciełam krążki i zrgillowałam, następnie na każdy kawałeczek położyłam melon z szynką, ozdobiłam pomidorem,oliwkami i pietruszką, doprawiłam świeżo mielonym pieprzem, skropiłam oliwą i gotowe! By wszystko trzymało się razem można użyć wykałaczek, ale wtedy trzeba pamiętać by je jakoś oznaczyć np. kawałkiem jakiegoś warzywa.
Smacznego!





Zdjęcia bez jakiejkolwiek obróbki, bez podkręcania kontrastów, zmieniania jasności czy cieni.
Obiektyw 60mm macro Canon. Swiatło dzienne, z tyłu, z boku pod skosem na przód biały kartonik odbijający światło, nic więcej.
Ustawienia: ręczne, iso-100, f 2.6, czas naświetlania 1/100 s; bilans bieli - pochmurno;
Co chcielibyście jeszcze wiedzieć? Piszcie..
Pozdrawiam serdecznie
Marzena



venerdì 26 giugno 2015

Poznajmy się, czyli autorka w pigułce

Pisanie o sobie, nie jest proste, zwłaszcza,
 gdy jest się ciągle podążającą duszą jak ja. 
Dlatego podzielę ten wpis na kilka punktów.


Fakty z życia:
Wychowałam się na podkarpaciu, w miasteczku Zaklików koło Stalowej Woli,
 w czasach kiedy po chleb i cukier stało sie w kilkugodzinnych kolejkach, 
ubrania kupowało się na targu i chodziło na jagody.
Przemian i wielkiego ekonomicznego boom w Polsce nie miałam przyjemności obserwować, 
gdyż zaraz po maturze wyjechałam do Włoch. 
Najpierw tkz. stałka i opieka nad osobami starszymi, potem sprzątanie i inne prace,
 aż w końcu decyzja nad kontynuowaniem nauki i zdobyciem konkretnego zawodu.
 Wróciłam do Polski i chciałam złożyć papiery w Rzeszowie, odprawiono mnie z kwitkiem 
niby  z powodu starej matury i pierszeństwa młodszych rocznikiem. 
No coż uznałam,że to znak i wróciłam do Włoch, złożyłam papiery i po egzaminie 
dostałam się na pielęgniarstwo przy Uniwersytecie w Padwie z oddziałem w Rovigo. 
Tak po 3 latach nauki i stażu zostałam pielęgniarką.Ten zawód był dla mnie błogosławieństwem i przekleństwem,
im więcej widziałam cierpienia, tym bardziej czułam się  bezsilna. 
Wracałam do domu i myślałam o ludzkich nieszcześciach, o tym, że zamiast pomgać i nieść uśmiech 
wbijam venflony i zakładam cewniki, przeludnione oddziały nie dawały czasu na głębsze relacje. 
Tak oto zaczyna się drugi rozdział mojego życia - fotografia amatorska!

W poszukiwaniu piękna na mojej drodze życia, kupiłam sobie aparat, 
najtańszą lustrzankę Canona jaka była i zaczełam robić zdjęcia. 
Na początku to był koszmar, wszystko było rozmazane, poruszone, a ja myślałam, 
że nie dam rady i że to chyba kolejna pomyłka w moim życiu. 
Kiedy wróciłam do Polski, stwierdziłam, że nie będę brać kompaktu i muszę się nauczyć. 
Tak oto powolutku i bez presji zaczełam fotografować...

Dlaczego fotografia kulinarna ?

Jedzenie zawsze było dla mnie ważne. Nawet będąc dzieckiem wolałam dobrze zjeść 
niż kupić  sobie jakąś rzecz , pamiętam jak dostałam kiedyś stypendium w podstawówce,
 zapytałam panią dyrektor czy jest możliwość zamienia go na karnet do stołówki? 
Miałam za to sajgon w domu, ale co ja zrobię, jak każdego dnia tak pięknie pachniało,
 a ja chciałam pysznie jeść.
Lubię też fotografować osoby, niestety często przebywam poza Polską
 i nie mam tak zaufanych osób przy sobie, które chciałyby uczestniczyć w moich 
fotograficznych pomysłach. Jedyny czas to wakacje i mam z nich bardzo dużo zdjęć. 
Mieszkając we Włoszech zmieniła się też moja mentalność, zaczełam celebrować posiłki i doceniać szybką, pyszną kuchnię włoską. Na dzień dzisiejszy zdominowała ona moje 
odżywianie, dlatego na blogu znajdziecie dużo orginalnych, szybkich i pysznych włoskich przepisów.

Małe podsumowanie:

Jestem trochę nieśmiała, ale szczera; 
W mojej rodzinie bloguje też siostra, ale twierdzi, że "robi to dla siebie i nie chce reklamy,
 bo potem dużo hejterów"; No cóż szanuję i idę dalej :)
Moim domem są Polska i Włochy;
Fotografuję dla własnej przyjemności, a aparat jest dla mnie "trzecim okiem", 
który zatrzymuje dla mnie subiektywne piękno tego świata w każdym kadrze,
 nawet tym nieudanym.
Chciałabym się jeszcze rozwijać zarówno fotograficznie, jak i kulinarnie.

Czy ktoś mnie będzie czytał? tego nie wiem..

 Czy moje piękno będzie też Waszym pięknem? tego też nie wiem. 
Wiem tylko jedno, w tym momencie chcę cieszyć się życiem, bo szybko przemija,a pasja jest ważną jego cześcią.

I jeszcze tak króciutko o moim sprzęcie:
Mam dwa aparaty: Canon 1100D i nowy Olympus E-M10 od prawie tygodnia :)
Do Canona oprócz obiektywu z zestawu 18-55, mam jeszcze stałkę 50 mm f 1.8, 60 mm macro;
Na komputerze nie mam ani photoshopa, ani lightroom-u. Poprostu nie umiem obsługiwać tych programów, nie mam też narazie tak pojemnego dysku i mocnego sprzętu, który by takie programy uruchamiał bez zawieszenia. Także narazie cała moja obróbka kończy się ewentualną zmianą jasności czy kontrastu, nic więcej. Myśle, że kiedyś na pewno będę chciała się nauczyć posługiwania się tymi programami, ale na dzień dzisiejszy wiązałoby się to z wymianą komutera, co narazie nie jest możliwe.

Tak więc oto ja Marzena Ryba w pigułce :)

Pozdrawiam serdecznie